Because yesterday the My Opera community granted me with Member of the Week title, today's filodendric proverb, served as always on Saturdays, is served in English. Greetings to all My Opera members.
(NAP) W dniu wczorajszym, w wieku ubiegłym, w godzinach południowych, w centrum stolicy nastąpiła nagła, gwałtowna eksplozja. Przybyłe na miejsce służby ratunkowe zajęły się opatrzeniem rannych, szkody fizyczne wszelako były mniejsze, niźli psychiczne. Policja, po krótkim śledztwie objaśniła, że przyczyną było nieostrożne obchodzenie się dyplomatów z substancją patriotyczną, której duże ilości zalegały w miejscu eksplozji. – Konsekwencje historyczne wobec odpowiedzialnych zostaną najsurowiej wyciągnięte i ciągane będą jeszcze przez co najmniej jeszcze dwa wieki – oznajmili przedstawiciele znienacka wyzwolonego ludu.
Ja rozumiem, że kto z kim przestaje, tak potem bełkocze, ja się cieszę, że ten przynajmniej nie mlaska, jak mówi; ale czy to jasnej cholery, tak trudno mówić po polsku nawet czytając z kartki?! Dziennikarza za takie coś zjeździłbym jak burą sukę, co mam zrobić z prezydentem?!
Ołowiane żołnierzyki stukają w rękach małego Frycka. – Bach! Bach! – mówi dziecko, siedząc pośrodku bawialnego pokoju. – Będziesz żołnierzem, jak urośniesz? – pytają się go dorośli. – Nie, będę fortepianistą! – mówi, a dorośli śmieją się. Silne ręce podnoszą go znienacka w górę i sadzają na czyimś kolanie. Widzi z góry to, co zawsze oglądał tylko z dołu: fortepian. I mały chłopiec czuje się nagle bardzo, bardzo wielki. Małe rączki uderzają w klawisze, brzmi niespodziewanie czysty akord, i mały chłopiec czuje się jeszcze większy. – To jak to, nie będziesz walczył za Polskę? – pyta ktoś poważnie i śmiechy nagle milkną. – Nie, będę za nią grał!
Zadziwiające, jak ból gardła upośledza nie tylko zdolność i chęć do mówienia, ale również do pisania. Nim ten paradoks przestanie mnie zaprzątać, zamiast tysiąca słów, jeden obrazek.
Mówią, że życie jest jak wielki, żelazny most. Ale niektóre rzeczy lepiej wyglądają w pionie. No to może: życie jest jak wielka ściana? Wspinasz się, wspinasz, spadasz, wspinasz, jak Syzyf. Przynajmniej póki cię nie wsadzą do wielkiej, szklanej klatki. Jak obywatela Gucia, powyżej. E, bez sensu to porównanie. Jak życie.
W zeszłym roku na Wszystkich Świętych zaserwowałem Wam opowiadanie pod tytułem „Historia dziadowska”. Dziś pora dokończyć historię Cienkiego i jego blokerskiej paczki. I dojść do clue historii, dosłownie.