Wieszczu, deszczu!
wtorek, 10 sierpnia 2010 11:05:08

Dajcie mi punkt oparcia, a wyśmieję wszystko
piątek, 16 lipca 2010 16:10:17

niedziela, 13 czerwca 2010 16:21:49
Ks. Krzysztofa Niespodziańskiego znałem dotychczas jako grafika i ilustratora książek. To dzięki niemu kilka z wydanych w moim mieście tomików poezji zyskało taką doskonałą oprawę. Tym razem ks. Krzysztof, człowiek wielu artystycznych talentów – zaprezentował się jako autor własnej książki. Jak sam mówi – z lenistwa nigdy nie chce mu się wcześniej przygotowywać kazań, wobec czego najczęściej improwizuje, ilustrując Słowo Boże przykładami jakie spontanicznie mu się nasuną. W takich chwilach przypominają mu się wydarzenia z własnego życia, o których – zdawałoby się – już nie pamięta. Tomik „Do poduszki” to zbiór właśnie takich historyjek, lekki, krótkich, odpowiednich do poczytania przed snem, a skłaniających do refleksji — jeśli ktoś oczywiście chce. 

poniedziałek, 26 kwietnia 2010 07:58:06
Stanisław Lem, Opowieści o pilocie Pirxie, Patrol[/QUOTE][/ALIGN]Idylla taka trwała dość długo — prawie rok — do czasu, kiedy rakiety przestały wracać z lotów. […] Drugim był Wilmer. Tego, prawdę powiedziawszy, mało kto lubił; właściwie nie było do tego żadnego ważnego powodu — za to sporo drobnych. Nie dawał nikomu skończyć — zawsze musiał wsadzić swoje trzy grosze. Śmiał się głupkowato w najbardziej niestosownych okolicznościach — a im więcej tym kogoś denerwował, tym głośniej się śmiał. Kiedy nie chciało mu się fatygować lądowaniem docelowym, siadał zwyczajnie na trawie obok lądowiska i wypalał ją razem z korzonkami i ziemią na głębokość metra. Kiedy natomiast jemu ktoś wlazł na ćwierć miliparseka w rejon patrolowy, z punktu składał raporty — choćby to był kolega z Bazy. Było jeszcze trochę rzeczy zupełnie drobnych, o których wstyd nawet mówić — wycierał się w cudze ręczniki, żeby jego dłużej był czysty — ale kiedy nie wrócił z patrolu, wszyscy odkryli, że Wilmer to najporządniejszy chłop i kolega.
piątek, 23 kwietnia 2010 14:54:09
niedziela, 7 marca 2010 08:54:51
Gdybym miał wymienić najważniejszych autorów mojego dzieciństwa, to w pierwszej trójce musiałby znaleźć się koniecznie Edmund Niziurski. Dziś chyba nieco zapomniany i mało znany wśród młodzieży, dla wielu pokoleń był pisarzem kultowym. A w zasadzie chyba jest, bo wciąż żyje i mimo zacnego wieku 85 lat chyba jeszcze pisze. Absurdalny humor sytuacyjny i słowny towarzyszył mi od momentu, kiedy wpadła mi w ręce książka „Awantura w Niekłaju”, szybko przerobiłem całą zawartość szkolnej biblioteki, która okazała się niepełna… Powieści i opowiadania Niziurskiego zwykle starały się trzymać aktualnych realiów, a że pisze on od dziesięcioleci, lektura jego dzieł to niezły przegląd ewolucji polskiej szkoły i podwórka — miejsca akcji większości jego książek. 


niedziela, 28 lutego 2010 18:41:05
Mijają kolejne wieki, odkąd podstępne użycie Młota Gwiazdomiażdża w bitwie Z Tym Co Krzyczy Nocą zburzyło dotychczasowy porządek wszechświata. Niechybna śmierć Seta Destruktora i odejście Tota — Księcia, Który Ma Tysiąc Lat zepchnęły na margines Anioły, które za pomocą dwustu osiemdziesięciu trzech stacji kierowały procesami Życia i Śmierci we wszystkich Światach Wewnętrznych. Od tego czasu jedynymi władcami są panowie Domu Życia i Domu Śmierci — Ozyrys i Anubis. Obu im jednak spędza spokojny sen z powiek istnienie Tota, który poprzysiągł im zemstę. Kolejne próby zabicia go spełzły na niczym, ale teraz sytuacja się zmienia. Ozyrys wysyła z morderczą misją swojego syna: samego boga Horusa, zaś Anubis po tysiącletnim szkoleniu wysyła w tym samym celu swojego najpotężniejszego emisariusza: człowieka bez przeszłości, imieniem Przebudzeniec. środa, 17 lutego 2010 21:34:24
Bernard-Henri Levy, czołowy francuski intelektualista w swojej ostatniej książce z pełnym namaszczeniem cytuje prace filozofa Jean-Baptiste Botula. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że myśliciel nie istnieje. Jego postać i prace zostały wymyślone jako żart przez dziennikarzy z pisma satyrycznego.
Levi w swojej ostatniej książce "Toczenie wojen w filozofii" (franc. "De la guerre en philosophie") powołuje się na filozofa Jean-Baptiste Botula. Myśliciel pochodzi z Niemiec i jest znawcą Immanuela Kanta. Tak naprawdę jest to postać fikcyjna, wymyślona przez dziennikarza Frederica Pages.
Wygląda na to, że taka informacja umknęła Bernardowi-Henri Levy. Czołowy francuski intelektualista także w trakcie publicznych występów cytował myśli nieistniejącego filozofa. Jego szczególnym upodobaniem cieszyła się praca "Życie seksualne Immanuela Kanta". »»
(Umberto Eco, Imię róży, tłum. Adam Szymanowski)Śmiech wyzwala chłopa od strachu przed diabłem […] Ale ta księga mogłaby nauczyć, że wyzwalanie się od strachu przed diabłem jest mądrością. […] Śmiech odrywa wieśniaka na jakiś czas od strachu. Lecz prawo narzuca się poprzez strach, którego prawdziwym imieniem jest trwoga przed Bogiem. A z tej księgi mogłaby wystrzelić lucyferska iskra, która roznieciłaby cały świat nowym pożarem; i śmiech wskazywano by jako sztukę nową, nie znaną nawet Prometeuszowi, jako sztukę, która unicestwia strach. Dla śmiejącego się wieśniaka nie ma przez chwilę znaczenia, czy umrze; ale potem, kiedy przyjdzie kres swawoli, liturgia na nowo narzuci mu według planu Bożego strach przed śmiercią. I z tej księgi mogłaby się zrodzić nowa i niszczycielska dążność do zniszczenia śmierci przez wyzwolenie od strachu. A wtedy my, stworzenia grzeszne, bylibyśmy bez lęku, może najmędrszego i najtkliwszego z darów Boskich. Przez wieki całe Doktorowie i Ojcowie rozsiewali wonne esencje świętej wiedzy, by odkupić, przez myśl o tym, co wzniosłe, nędzę i pokusę tego, co niskie. […] Z tej księgi wzięłaby się myśl, że człowiek może chcieć na ziemi (jak sugerował twój Bacon w związku z magią naturalną) krainy obfitości. Ale tego właśnie nie powinniśmy i nie możemy mieć. […] Powiada jeden filozof grecki (którego twój Arystoteles przytacza tutaj, wspólniczy i nieczysty auctoritas), że winno się zburzyć powagę przeciwników śmiechem, zaś śmiech przeciwnika powagą. […] A plebs nie ma oręża, by wysubtelnić swój śmiech tak, żeby stał się narzędziem przeciwko powadze pasterzy, którzy winni prowadzić go do żywota wiecznego i wyrwać spod uwodzicielskiej siły brzuchów, sromów, jedzenia i głuchych żądz.
(Umberto Eco, Imię róży, tłum. Adam Szymanowski)— Jest to dzieło egipskie z trzeciego wieku naszej ery. Ma związek z następnym dziełem, lecz jest mniej niebezpieczne. Nikt nie dałby posłuchu przechwałkom afrykańskiego alchemika. Stworzenie świata przypisuje boskiemu śmiechowi.... — Uniósł twarz i wyrecytował dzięki swojej zadziwiającej pamięci czytelnika, który już od czterdziestu lat powtarza sam sobie rzeczy przeczytane w czasie, gdy korzystał jeszcze z dobrodziejstw wzroku: — Ledwie Bóg roześmiał się, zrodziło się siedmiu bogów, którzy rządzili światem, ledwie wybuchnął śmiechem, pojawiło się światło, przy drugim śmiechu ukazała się woda, a siódmego dnia, kiedy się śmiał — dusza...
Śmiech moją tarczą, orężem i moją gliną jest.
« Poprzednia 1 2 3 4 5 6 Następna »
Artur „Jurgi” Jurgawka
2011-05-14 23:15:59
Krzysztof Łoziński: Bomba próżniowa i próżnia mózgowa: " http://bit.ly/iKkMXK
anonymous
anonymous
anonymous
anonymous
anonymous
anonymous
Największa polska strona o pisarce Jane Austen
Informacja turystyczna, wyszukiwarka noclegów
Tutaj rozmawiam ze znajomymi